photo1 photo1 photo1 photo1 photo1 photo1 photo1 photo8 photo9 photo10


USA 2017

czwartek 9.11.2017

Jestem studentką piątego roku weterynarii na WMW SGGW. Tego roku, w ramach wakacyjnych praktyk klinicznych, udałam się do Angell Animal Medical Center w Bostonie, USA. Jest to ogromna, czynna 24h/7 klinika małych zwierząt z 20 rożnymi oddziałami, schroniskiem, apteką i setkami pracowników – lekarzami, technikami i pracownikami administracji. Klinika ta bardzo różni się od polskich zakładów leczniczych dla zwierząt, nawet tych dużych. Na każdym oddziale pracuje kilku, a czasem nawet kilkunastu lekarzy – specjalistów, rezydentów i stażystów. Technicy weterynaryjni pełnią bardzo ważną rolę w placówkach weterynaryjnych w USA – są oni odpowiednikiem pielęgniarki w medycynie ludzkiej. Mam wrażenie, że w Polsce ich praca nie jest wystarczająco doceniana. Bardzo podobał mi się zwyczaj przeprowadzania wszelkich czynności i małych zabiegów, jak pobieranie krwi czy zakładanie wenflonu, poza zasięgiem wzroku opiekuna zwierzęcia, czyli w klinice, a nie w gabinecie. Minimalizuje to poziom stresu u wszystkich – lekarza, opiekuna, a przede wszystkim zwierzęcia.

Mimo że praktyki były czasem wytężonej, ciężkiej pracy, był to także czas pouczający i inspirujący. Nie tylko dużo się nauczyłam pod względem merytorycznym, ale także nabyłam inne spojrzenie i podejście do medycyny weterynaryjnej i pacjentów.

Podczas praktyk chciałam zdobyć jak najwięcej doświadczenia, więc zdecydowałam się co tydzień zmieniać oddział.

angell animal (3)Pierwszy tydzień spędziłam na oddziale medycyny ratunkowej i intensywnej terapii (Emergency and Critical Care – E/CC). Byłam bardzo podekscytowana praktyką na tym oddziale, jako że zawsze interesowały mnie zagadnienia z intensywnej terapii. E/CC to oddział specyficzny i zupełnie inny niż wszystkie – jest nieco chaotyczny i nieprzewidywalny. Z perspektywy czasu sądzę, że lepiej było zacząć praktyki od spokojniejszego i bardziej zorganizowanego oddziału, jak medycyna ogólna. Każdego poranka lekarze z nocnego dyżuru spotykali się z ‘dziennymi’ lekarzami na obchodzie. W nocy najczęściej pojawiali się pacjenci z objawami żołądkowo-jelitowymi oraz neurologicznymi. Były to zwykle psy i koty, ale zdarzały się również dzikie zwierzęta, jak mewy, szopy oraz nietoperze. Te ostatnie zjawiały się w klinice szczególnie często – przynosili je ludzie, którzy znaleźli je w swoich domach. Nietoperze często chorują na wściekliznę i przyczyniają się do rozpowszechniania tej choroby, dlatego też zostają poddane eutanazji i badaniu pod kątem tej choroby. Po obchodzie byłam przypisywana do danego lekarza, z którym przyjmowaliśmy pacjentów. W E/CC najbardziej lubiłam to, że każdy dzień był inny, pacjenci bardzo różni i nigdy nie było wiadomo, kto i z czym zjawi się w gabinecie. Nie mniej jednak najczęstszymi pacjentami byli ci z dolegliwościami żołądkowo-jelitowymi. Wydaje mi się, że jest to spowodowane faktem, że tego typu problemy są najbardziej widoczne i problematyczne dla właścicieli. Po kilku dniach radziłam sobie już całkiem dobrze z protokołami postępowania z pacjentami tego typu. Drugą grupą często spotykanych pacjentów były zwierzęta z objawami neurologicznymi. Były to moje ulubione przypadki. Tacy pacjenci często wymagali konsultacji z neurologiem. Na E/CC normą jest wzywanie specjalistów – neurologa, kardiologa, okulisty – do przypadków, które tego wymagają, co znacznie podnosi jakość świadczonych usług.

Następny obchód odbywał się o 17 i zwykle trwał krócej. Po tym obchodzie mogłam już opuścić szpital, ale zwykle zostawałam dłużej. Raz byłam na ‘mieszanym dyżurze’ (ang. swing shift), co znaczy, że odbyłam pół dziennego i pół nocnego dyżuru, czyli byłam w szpitalu od 13 do 23. Udało mi się również odbyć nocny dyżur, co było bardzo interesującym przeżyciem. Przyjęliśmy 23 pacjentów, którzy potrzebowali zarówno badań prostych, jak badanie krwi, zdjęcia rentgenowskiego lub USG, jak i tych bardziej wymagających, jak CT i MRI.

Drugi tydzień praktyk spędziłam na oddziale Medycyny Ogólnej. Po tygodniu na E/CC z przyjemnością uczestniczyłam w przyjmowaniu pacjentów w większości zdrowych. Lekarze medycyny ogólnej przyjmują bardzo różnorodnych pacjentów – szczenięta i kocięta na serię pierwszych szczepień i odrobaczanie, a także pacjentów geriatrycznych, którzy wymagają wspomagającej terapii w ostatnich miesiącach życia. Największą różnicą, która przykuła moją uwagę był fakt, że w większości stanów USA szczepienia przeciw wściekliźnie i chorobom zakaźnym robi się co trzy lata, a nie tak jak w Polsce – co rok. Ponadto szczepienie przeciw leptospirozie jest w USA obowiązkowe, gdyż choroba ta jest szeroko rozpowszechniona. Zawsze, kiedy do szpitala trafiał pacjent podejrzewany o nosicielstwo choroby, na jego klatce umieszczano oznaczenie z napisem ‘Caution! Lepto suspect’, co było dla mnie nowością i musiałam się bardzo pilnować.

Przy okazji badania ogólnego, lekarze medycyny ogólnej bardzo często wykonywali biopsję guzków i zgrubień na terenie skóry. Nauczyłam się więc wykonywać ten zabieg, a także wstępnie oceniać cytologię pod mikroskopem.

Trzeci tydzień praktyk spędziłam na oddziale chorób wewnętrznych, czyli na internie. Codziennie byłam przypisana do innych lekarzy, którzy przyjmowali pacjentów cierpiących m.in. na niewydolność nerek, choroby endokrynologiczne jak cukrzyca czy choroba Cushinga, choroby wątroby, trzustki, jelit. Byłam bardzo podekscytowana możliwością uczestniczenia w zabiegach takich jak endoskopia, laparotomia diagnostyczna z biopsją wątroby oraz punkcja stawów, którą miałam okazję wykonać sama pod czujnym okiem pani doktor Johnson. Dwa dni spędziłam z dr Duddy, która przyjmuje tylko kocich pacjentów. Duża część jej pacjentów cierpi na nadczynność tarczycy. Dr Duddy prowadzi oddział Medycyny Nuklearnej – niewiele jest takich oddziałów na świecie – gdzie wykonuje zabiegi leczenia nadczynności tarczycy radioaktywnym jodem. Tego typu terapia wymaga specjalnych środków ostrożności i higieny.

angell animal (1)Czwarty tydzień spędziłam na neurologii i był to zdecydowanie mój ulubiony oddział. Neurolodzy/neurochirurdzy w klinice Angell wzbudzili mój podziw, nigdy wcześniej nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak wiele można dokonać w dziedzinie neurologii weterynaryjnej. Każdego dnia na dyżurze było dwóch neurologów – jeden przyjmował umówionych pacjentów, a drugi wykonywał operacje i konsultował przypadki z E/CC. W klinice dostępne są niezbędne do diagnostyki neurologicznej sprzęty jak MRI oraz CT. Głównie współpracowałam z dr Michele James, która miała na mnie duży wpływ. Byłam pod wrażeniem jej umiejętności, wiedzy oraz podejścia do pacjentów. Poświęciła dużo czasu na omawianie ze mną skomplikowanych przypadków i niełatwych do odczytania skanów MRI. Towarzyszyłam dr James podczas wizyt, konsultacji, wykonywania zabiegów małych, jak punkcja kanału kręgowego i pobranie płynu mózgowo-rdzeniowego, oraz dużych operacji. Neurolodzy pracują ściśle z chirurgami i behawiorystami, jako że wielu pacjentów wymaga opieki wszystkich tych specjalistów.

Ostatni tydzień spędziłam z lekarzem w schronisku. Wcześniej wydawało mi się, że medycyna weterynaryjna w schronisku jest bardzo zachowawcza i byłam wobec niej sceptyczna – tym większy było moje zdziwienie, kiedy uświadomiłam sobie, jak wiele się tam nauczyłam. Lekarze zajmujący się zwierzętami w schronisku patrzą na pacjentów w nieco odmienny sposób niż lekarzy leczący w prywatnych praktykach. Są o wiele bardziej ostrożni w używaniu silnych leków, jak antybiotyki, niesteroidowe leki przeciwzapalne i przede wszystkim glikokortykosteroidy oraz bardziej polegają na substancjach naturalnych, jak rybne kwasy omega-3 i omega-6. Lekarze muszą ocenić szanse przeżycia i zdolności adaptacji zwierząt, co może wydawać się trudne na początku, ale po kilku dniach zrozumiałam, jak ważne jest tego typu podejście w takim środowisku. Ich praca jest niezwykle trudna, ale bardzo ważna i nie do przecenienia – naprawdę podziwiam lekarzy pracujących w schroniskach za empatię i determinację w walce o zdrowie zwierząt.

angell animal (2)Praktyki w Angell Animal Medical Center były dla mnie niezwykłym doświadczeniem. Zorganizowanie takich praktyk nie jest łatwe – zaczęłam rozglądać się za klinikami w okolicach Bostonu ponad rok wcześniej (większość tego typu praktyk, zwłaszcza w dużych placówkach trzeba planować z dużym wyprzedzeniem). Wysłałam dziesiątki maili, a odpowiedzi dostałam tylko kilka. Miałam szczęście, że zostałam zaakceptowana w miejscu tak prestiżowym jak klinika Angell. Tydzień spędzony na neurologii był moim ulubionym i bardzo się cieszę, że już niedługo będę mogła powtórzyć to doświadczenie – wracam do Angell już w lutym, by uczyć się od wspaniałej dr James i innych neurologów. Już nie mogę się doczekać!

 

Justyna Tarasiewicz


Brak komentarza

Brak komentarza.

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu.

Przepraszamy, możliwość dodawania komentarzy jest obecnie wyłączona.

Copyright © 2009 – Wydział Medycyny Weterynaryjnej. -Logowanie -Kontakt z adminem - Twoje IP:

Wszelkie znaki graficzne użyte w serwisie stanowią własność odpowiednich instytucji i zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych