photo1 photo1 photo1 photo1 photo1 photo1 photo1 photo8 photo9 photo10

Indonezja

poniedziałek 31.10.2016

Sen na Jawie

 

                Indonezja była moim odwiecznym marzeniem. Gdzieś, kiedyś usłyszałam o kraju tysięcy wysp i zamarzyłam, by tam pojechać. Parę lat później postawiłam nogę na warszawskim Wydziale Medycyny Weterynaryjnej i odnalazłam tam ścieżkę, którą chcę podążać w życiu. Uważam, że najlepszą i najwłaściwszą rzeczą, jaką możemy zrobić dla nas samych jest robienie tego, co uwielbiamy. Dlatego też postanowiłam połączyć zwiedzanie świata z pracą, która daje mi satysfakcję. Wyruszyłam więc do Dżakarty na praktyki weterynaryjne.

                Jakarta Animal Aid Network (JAAN) jest organizacją zajmującą się tym, czego najbardziej brakuje w opiece nad zwierzętami w Południowej Azji. Czyli wszystkim. W krajach tych stopień zainteresowania tematyką dobrostanu czy nawet zwykłej pomocy zwierzętom jest bardzo niski. Podczas mojego trzytygodniowego pobytu w JAAN zdołałam zapoznać się jedynie z częścią tematów, którymi organizacja się zajmuje. Właścicielki organizacji pochodzą z Holandii i przede wszystkim stamtąd dostają fundusze i leki. Poziom edukacji w zakresie medycyny weterynaryjnej w Indonezji jest bardzo niski dlatego też tamtejsi lekarze weterynarii doszkalają się za granicą oraz na miejscu u holenderskich medyków.

Schronisko i klinika

                To miejsce pod wieloma względami znacznie różni się od europejskich warunków utrzymania zwierząt. Na chwilę obecną znajdują się tam na stałe pięćdziesiąt cztery psy. Wszystkie mieszkają razem! Poza pojedynczymi osobnikami, które ze względu na agresję lub choroby trzymane są w zamkniętych kojcach, cała reszta jest swobodnie puszczona na dużym terenie. Zwierzęta znajdują się pod stałą opieką kilku osób, które również mieszkają na terenie schroniska. Na początku wydawało mi się to niewiarygodne, lecz z każdym kolejnym dniem zaczęłam zauważać, że psy świetnie sobie radzą w takich warunkach. Dzięki nim zwierzęta przystosowane są do życia w grupie oraz z innymi gatunkami. Mają stały dostęp do dużego terenu co pozwala im zachować komfort psychiczny i sprawność fizyczną. Dzięki utrzymaniu na wolnym wybiegu zwierzęta mają również stały kontakt z człowiekiem co sprawia, że nie dziczeją i większość z nich jest zdrowa psychicznie i gotowa do adopcji. W stadzie ustala się hierarchia i zwierzęta same doskonale wiedzą gdzie znajduje się ich miejsce. Zdarzają się oczywiście starcia, jednakże personel szybko na to reaguje, a w razie potrzebnej opieki medycznej pomocą służy lekarz weterynarii, który codziennie spędza tam wiele godzin. Koty trzymane są w osobnym budynku z klatkami. Na terenie schroniska znajduje się zamknięty wybieg treningowy z przeszkodami, w którym odbywa się tresura psów, oraz zamknięta woliera dla małp. JAAN prowadzi program walczący z problemem „tańczących małp” na terenie Indonezji. Zwierzęta te bardzo często są nielegalnie przetrzymywane, przebierane w dziecięce ubranka, uczone jazdy na rowerze i innych sztuczek, które niestety w wielu jeszcze miejscach w tamtym kraju są atrakcją dla mieszkających w nim ludzi. W schronisku znajdują się małpy uratowane z takich miejsc. Chore osobniki na miejscu są leczone, a następnie przewożone do ośrodka, w którym przystosowuje się je do życia na wolności lub pozostawia pod opieką wykwalifikowanej kadry.

1 2

Moim zadaniem przede wszystkim była pomoc lekarzowi weterynarii. W małym pokoiku, który spełniał rolę schroniskowego gabinetu nauczyłam się wielu rzeczy, których nie dałabym rady doświadczyć w bogato wyposażonych i sterylnych europejskich klinikach. Chciałabym tu zaznaczyć jednak, że mimo bardzo podstawowych środków do pracy, pracownicy dbają jak tylko mogą by zachować odpowiednie warunki do wszelkich zabiegów.

 Jednym z najczęstszych środków używanych w gabinecie jest sól fizjologiczna z jodyną. Służy do omywania ran i oczyszczania ropni, które następnie smaruje się kremem z 48% zawartością miodu, a na koniec zabezpiecza sterylną gazą i najczęściej ze względów ekonomicznych dziecięcą pieluchą. Oprócz codziennych zabiegów kosmetycznych uczestniczyłam w zabiegach chirurgicznych. Pomagałam podczas wielu sterylizacji kotów, zajmując się przygotowywaniem pola operacyjnego oraz podawaniem leków domięśniowo i podskórnie. Nauczyłam się też szycia. Asystowałam podczas kastracji małpy – oprócz typowych zadań, konieczna była kontrola oddechu i tempa wybudzania się zwierzęcia. Do momentu wybudzenia się małpy należało co dziesięć minut sprawdzać liczbę oddechów. Prawidłowa liczba nie powinna przekraczać 30, optymalna to około 16-18. W schronisku zajmowałam się również kąpielami medycznymi i kosmetycznymi psów, które odbywały się co tydzień. Tak częsta higiena konieczna jest ze względu na sposób utrzymania zwierząt. W celu zwalczania ogromnej ilości kleszczy stosowany jest szampon z amitrazą. W przypadku tej substancji należało zachować szczególną ostrożność oraz zwrócić uwagę na to, by zwierzęta nie lizały sierści nasączonej szamponem, gdyż jest on wysoce szkodliwy dla nerek i wątroby. Psy z chorobami skórnymi kąpane były środkami z chlorheksydyną i mikonazolem o działaniu przeciwbakteryjnym i przeciwgrzybiczym. Po usunięciu chyba tysiąca kleszczy zostałam specem w tym zadaniu J. Moją rolą była również opieka nad kotami i sprzątanie w ich klatkach, co często było nie lada wyzwaniem. Zwierzęta te nierzadko są dzikie i zupełnie nie przyzwyczajone do człowieka. Do obcowania z niektórymi kotami konieczne było używanie skórzanych rękawic i klatek iniekcyjnych, gdyż zwierzęta szamotały się a ich ucieczka z klatki wiązała się z długimi i często uciążliwymi próbami schwytania skaczącego po całym pomieszczeniu zwierzaka. Podczas ostatniego dnia mojego pobytu w schronisku, do JAAN przyjechał… krokodyl. Ktoś wpadł na pomysł złapania zwierzęcia i trzymania go jako atrakcję dla ludzi. Skończyło się to w momencie, w którym kłusownik doznał uszczerbku na zdrowiu. Problem zgłoszono do JAAN, gdyż organizacja działa również jako tamtejsza „policja dla zwierząt”. Po interwencji odwodnione i wycieńczone zwierzę zostało przewiezione do schroniska.

3 4
5 6

Ośrodek dzikich ptaków na wyspie Kotok

Nieopodal stolicy Indonezji znajduje się archipelag Tysiąca Wysp, będący parkiem narodowym. Na jednej z nich JAAN ma swoją siedzibę i zajmuje się przywracaniem Kanii Bramińskiej oraz Orłów odzyskanych z nielegalnego transportu do naturalnego środowiska. Kania jest symbolem Dżakarty. Gatunek ten należy do rodziny jastrzębiowatych i jest pod ochroną. Mimo, że handel dzikimi zwierzętami jest zabroniony, Indonezja zmaga się z ogromnym problemem nielegalnego połowu. W ośrodku na wyspie znajdują się różnej wielkości woliery, z których każda wyposażona jest w płytkie, kamienne baseny z wodą oraz drewniane belki i gałęzie. Ptaki mogą swobodnie latać w promieniu kilkunastu metrów. Jedna z wolier umieszczona jest w wodzie, nieopodal brzegu. Jest to ostatni etap przystosowania ptaków do życia na wolności. Zwierzęta uczą się tam nurkować i polować, jak w naturalnym środowisku.  Trzeba zaznaczyć, że nie wszystkie ptaki nadają się do wypuszczenia na wolność ze względu na zbyt duże zżycie z człowiekiem. Te osobniki na zawsze pozostaną w ośrodku.

7 8

Moim zadaniem było codzienne karmienie i obserwacja ptaków. O godzinie 4:30 wybieraliśmy się na przystań by wyłowić ryby, które przez noc wpadły w sieć. Należało dokonać selekcji między gatunkami chronionymi a tymi, które mogły służyć jako pokarm. Następnie w zależności od tego z jak bardzo drapieżnymi ptakami mieliśmy do czynienia wchodziliśmy do woliery, by wypuścić ryby do basenów lub wrzucaliśmy je przez siatkę. Niezmiernie ważnym jest, by czynność tę zakończyć przed wschodem słońca, aby ptaki nie przyzwyczaiły się do tego, że pokarm podawany jest przez człowieka. Mniej więcej od godziny 5:30 zaczynałam obserwację konkretnego osobnika, która polegała na notowaniu jego zachowania w minutowych odstępach. Trwało to jedną do dwóch godzin. Codzienna obserwacja jest niezwykle ważna i ma na celu weryfikację postępów w przystosowaniu zwierzęcia do połowów oraz kontrolę zachowań względem pozostałych osobników tego samego, a także innych gatunków.

W ciągu dnia pracowaliśmy z ptakami, które żyją w ośrodku na stałe. Do moich obowiązków należało regularne sprzątanie wolier, sporządzanie pomiarów wzrostu, wagi oraz obserwacja behawioru w stadzie. Każdy osobnik jest zaczipowany, co umożliwia rozróżnianie zwierząt oraz zbieranie na ich temat skrupulatnych danych. Nauczyłam się również chwytać oraz bezpiecznie unieruchamiać ptaki. Popołudniami zajmowaliśmy się sprzątaniem wyspy. Można by było to nazwać zajęciem, które nie ma końca. Dzień w dzień zbieraliśmy około dziesięciu worków śmieci wyrzucanych przez morze na ląd. Opiekowaliśmy się również miotem kociąt, kąpaliśmy psy, podawaliśmy leki.

  

9

10 11
12 13

 

Nie samą pracą człowiek żyje J

                Mimo tego, że Dżakarta jest przez wielu widziana jako wielkie, brudne, pełne korków i smogu miasto uważam, że w tym miejscu można się naprawdę zakochać. Wystarczy poznać ludzi, którzy potrafią wprowadzić w jego codzienne, niesamowite życie. Pokochać można nawet piekielnie ostre jedzenie, które na początku przyprawia tylko o łzy. Dżakarta przepełniona jest słońcem i uśmiechem najwspanialszych ludzi na świecie. Zachwyca codziennymi targami owoców i ulicznymi knajpkami (choć to słowo nie jest najwłaściwsze by opisać typowy indonezyjski „streetfood”) oraz bogatym, nocnym życiem. Wystarczy nauczyć się jeździć na skuterze, lub złapać tamtejszego „Grab’a”, który jest jednośladowym odpowiednikiem Ubera, by ominąć męczące korki na drodze. W mieście jest wiele atrakcji turystycznych, jednak wbrew pozorom biały człowiek w tamtym miejscu nie jest aż tak częstym widokiem. Gdy już jednak życie w wielkim mieście zacznie męczyć, można polecieć nieziemsko tanimi liniami lotniczymi na którąkolwiek z tysiąca innych wysp tego niesamowitego kraju, jak Bali, Kalimantan, czy nawet do innego miasta na Jawie. Spędziłam w Indonezji prawie dwa miesiące, a mimo tego z niecierpliwością czekam na dzień, w którym wrócę w to miejsce.

Jak to wszystko zorganizować?

                Po tym jak wpadłam na pomysł połączenia praktyk z wakacjami, spędziłam kilka wieczorów na szukaniu na całym świecie organizacji, do których mogłabym pojechać. Wiele z nich oczekuje od wolontariuszy pieniędzy, ale bardzo dużo jest takich, które potrzebują każdych rąk do pomocy i chętnie w zamian za poświęcony czas oferują nocleg, a nawet i wyżywienie. Wysłałam maile do około czterdziestu miejsc. Część nie przyjmowała chętnych do pomocy, część robiła to odpłatnie, niektóre miejsca zatrudniały jedynie doświadczonych lekarzy weterynarii, a kilka z nich z entuzjazmem czekało na przyjazd. W w związku z tym, że Indonezja była moim krajem marzeń, wybrałam JAAN. Pozostało tylko kupić bilety lotnicze. Zaoferowano mi darmowy nocleg, a na miejscu okazało się, że dostawałam również posiłek podczas pracy w schronisku. Zostałam przyjęta z uśmiechem i otwartymi rękami. Pracy w takim miejscu jest bardzo dużo, jednakże doświadczenie jest ogromne, a wspomnienia bezcenne. J

Tekst: Ada Rupińska
Zdjęcia: Kamila Kuśmierek oraz Ada Rupińska


Copyright © 2009 – Wydział Medycyny Weterynaryjnej. -Logowanie -Kontakt z adminem - Twoje IP:

Wszelkie znaki graficzne użyte w serwisie stanowią własność odpowiednich instytucji i zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych